niedziela, 15 listopada 2015

Murray N. Rothbard „Społeczność bez państwa”

I
Próbując naszkicować, jak mogłaby funkcjonować pomyślnie „społeczność bez państwa ” – tj. społeczność anarchistyczna – chciałbym najpierw odeprzeć dwie powszechne, acz błędne krytyki tego podejścia. Pierwszą z nich jest zarzut, że zakładając utrzymywanie takich obronnych lub ochronnych usług, jak sądy, policja, czy nawet samo prawo, przemycam po prostu do społeczności państwo w innej formie i, że dlatego system, który zarówno analizuję jak i bronię, nie jest „naprawdę” anarchizmem. Ten rodzaj krytyki może tylko wplątać nas w niekończące się i jałowe spory językowe. Niech więc powiem z początku, jak definiuję państwo – jako instytucję, która posiada jedną lub obie (prawie zawsze obie) z następujących własności:
1) zdobywa swój dochód przez fizyczny przymus znany jako „podatek”;
2) zapewnia i zazwyczaj przymusowo monopolizuje zaopatrzenie w usługi obronne (policje i sądy) na ustalonym terytorium.
Instytucja nie posiadająca żadnej z tych dwu własności nie jest i nie może być, zgodnie z moją definicją, państwem. Z drugiej strony, definiuję społeczność anarchistyczną jako społeczność, w której nie ma żadnej legalnej możliwości przymusowej agresji przeciwko osobie lub majątkowi jakiejś jednostki. Anarchiści przeciwstawiają się państwu, ponieważ jego istota tkwi właśnie w takiej agresji, np. konfiskowaniu prywatnego majątku w drodze podatków, przymusowym wykluczaniu innych dostarczycieli usług obronnych na swym terytorium, oraz wszystkich innych grabieżach i przymusach, które są budowane na tych bliźniaczych ogniskach zamachów na prawa jednostki. (…)
Drugą krytyką, jaką chciałbym odeprzeć przed rozpoczęciem głównej części artykułu, jest powszechny zarzut, iż anarchiści „zakładają, że wszyscy ludzie są dobrzy”, i że bez państwa nie będą popełniane żadne przestępstwa. Mówiąc w skrócie – że anarchizm zakłada, iż z obaleniem państwa wyłoni się Nowy Anarchistyczny Człowiek, współdziałający, ludzki i życzliwy, tak, że żaden problem przestępczości nie będzie już plagą społeczności. Przyznaję, że nie rozumiem podstaw tego zarzutu. Cokolwiek twierdzą inne szkoły anarchizmu – i nie wierzę, że one są otwarte na ten zarzut – ja na pewno nie podzielam tego poglądu. Zakładam jedynie na podstawie wielu obserwacji, że ludzkość jest mieszanką dobrych i złych – z tendencjami do współdziałania i tendencjami przestępczymi. (…)
Dalej: w głębokim sensie, żaden system społeczny, anarchistyczny czy państwowy, nie może działać w ogóle, o ile większość ludzi nie jest „dobra” w znaczeniu, że nie są oni wszyscy zdeterminowani w napadaniu i rabowaniu swoich sąsiadów. Jeżeli każdy będzie tak usposobiony, żadna ilość ochrony, czy to państwowej czy to prywatnej nie zdoła zapobiec chaosowi. Ponadto, im więcej ludzi jest usposobionych pokojowo i nie dokonuje agresji na swoich sąsiadów, tym bardziej udanie będzie działać jakikolwiek system społeczny i tym mniejsze środki będą oddane na ochronę policyjną. Anarchistyczny pogląd utrzymuje, że przy danej „naturze człowieka”, przy danym stopniu dobroci i złości w jakimś danym momencie, anarchizm będzie maksymalizował sposobności dla dobra i minimalizował kanały dla zła. Reszta zależy od wartości stosowanych przez indywidualnych członków społeczności. (…)
Anarchista jest zazwyczaj w niekorzystnej sytuacji, próbując przewidzieć formę przyszłego anarchistycznego społeczeństwa. Jest tak dlatego, że niemożliwym jest przewidzieć dobrowolne porozumienia społeczne na wolnym rynku, wliczając w to zaopatrzenie w dobra i usługi. (…) Anarchizm opowiada się za rozkładem państwa w porozumieniach społecznych i rynkowych, a te porozumienia są daleko bardziej elastyczne i trudniej przewidywalne niż instytucje polityczne. Co najwyżej możemy zrobić, to zaoferować wyraźne nici przewodnie i perspektywy co do formy projektowanej anarchistycznej społeczności. (…)

sobota, 14 listopada 2015

Babcia Wandzia - Murray Rothbard i jego poglądy a libertarianizm

Murray Rothbard jest jednym z prekursorów anarcho-kapitalizmu i jednym z najbardziej wpływowych ideologów myśli wolno rynkowej. O ile Rothbard był akademikiem o tyle w swojej publicystyce głosił wiele fałszu. Takim przykładem jest artykuł „The death wish of the anarcho-communists” z 1 stycznia 1970 roku opublikowanego w The Libertarian Forum.
Jako punkt wyjścia powinna nam posłużyć definicja libertarianizmu z którą wielu polskich wolnościowców ma problem. Słowo „libertarianizm” pochodzi od francuskiego „libertaire”, a określa pozycje polityczne nakreślone przez Josepha Dejacque, które były odpowiedzią na mutualizm Pierre’a Josepha Proudhona. Z czasem pojęcie libertarianizm zaczęło być używane jako synonim dla anarchizmu. Ten stan trwa do dziś. W większości państw libertarianami/wolnościowcami nazywa się anarchistów. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce gdzie o ile słowo “wolnościowcy” odnosi się zarówno do anarchistów jak i skrajnych liberałów o tyle słowo „libertarianizm” jest jednak bardziej zawłaszczone przez tych drugich.
Rothbard jako Amerykanin często krytykował amerykański alterglobalizm chcąc przedstawić go w jak najgorszym świetle. Ruch tak zwanej Nowej Lewicy koncentrował się na antymilitaryzmie, ekologolizmie, antyautorytaryzmie, antyrasizmie, dużą rolę w ruchu odgrywali wolnościowcy i antybolszewiccy komuniści jak Herbert Marcuse.
Ruch Nowej Lewicy jako, że był zarówno antybolszewicki jak i antyliberalny stawał się poważnym zagrożeniem dla ruchu, którego przedstawicielem był Rothbard. Żeby zrozumieć jego krytykę trzeba rozumieć czym były jego teorie. Rothbard zakładał, że „kapitalizm jest najpełniejszą ekspresją anarchizmu, a anarchizm jest najpełniejszą ekspresją kapitalizmu”
Uważał się za „anarchistę w dziedzinie własności prywatnej”. Postulował w skrócie zniesienie państwa na rzecz systemu agencji ochrony współzawodniczących na wolnym rynku, które byłyby wynajmowane przez biznesmenów. Takie agencje zastępowałyby policję i sądownictwo.
Aktywnie działał w amerykańskiej Partii Libertariańskiej często również angażując się w jej politykę wewnętrzną współpracując z Ronem Paulem. W 1992 roku wspierał kampanię prezydencką Patricka Buchanana.
Tyle o jego „anarchizmie”, wróćmy teraz do jego krytyki Nowej Lewicy. Jak już wspomniałem ruch Nowej Lewicy dogłębnie krytykował każdy kapitalizm. Zarówno rynkowy w USA jak i państwowy w Związku Radzieckim. W 1969 roku z szeregów ruchu Students for a Democratic Society powiązanego z Nową Lewicą usunięto maoistów. Mimo to Rothbard określa ten ruch jako zdominowany przez „marksistów-stalinistów” mimo, iż nie istnieje coś takiego jak doktryna stalinizmu. Pojęcie „stalinista” ma znaczenie perioratywne i odnosi się do członków partii kominternowskich lub organizacji nawiązujących w swoich postulatach do idei bliskich kominternowi. Marksizm to pojęcie odnoszące się do wielu doktryn opartych na analizie kapitału Karola Marska.
Murray Rothbard uważa, że drugą dominującą tendencją w Nowej Lewicy jest anarcho-komunizm. I tutaj zaczyna się jego krytyka prawdziwego anarchizmu. Anarcho-komunizm jest podobnie jak marksizm ruchem robotniczym. W Stanach Zjednoczonych, w sercu kapitalizmu jak miał powiedzieć John Steinbeck ludzie wolą patrzeć na siebie nie jak na wyzyskiwany proletariat tylko jak na biznesmenów, którym chwilowo się nie powodzi. Taka mentalność w połączeniu z naturalną niechęcią wobec państwa jest świetną bazą polityczną dla ultraliberalizmu i anarcho-kapitalizmu.
Rothbard krytykując anarcho-komunizm wykazał zupełny brak znajomości teorii. Stwierdza, iż stan w którym wszystkie środki produkcji są uwolnione od wpływu rynku i bezpłatne jest irracjonalny i nie ma nic wspólnego z wolnością. Prawdopodobnie próbuje stwierdzić, iż nie tylko środki produkcji, ale także dobra osobiste w wizji anarchistów mają podlegać kolektywizacji. Brak rozróżnienia własności nad środkami produkcji, a własności nad mieniem osobistym bardzo często konfunduje i przeraża. To zniechęca do kolektywistycznych idei.

czwartek, 12 listopada 2015

W obronie spiskowej teorii dziejów




W obronie spiskowej teorii dziejów


Każda rzeczowa analiza mówiąca o tym, kim są nasi przywódcy, albo w jaki sposób splatają się ich interesy gospodarcze i polityczne, zostaje zawsze, prędzej czy później, napiętnowana przez salonowych liberałów i establishmentowych konserwatystów (a także wielu libertarian) jako „spiskowa teoria dziejów”, „przejaw paranoi”, wyraz „materializmu ekonomicznego” lub nawet „marksizmu”. Oszczercze etykietki są nadawane wszystkim bez wyjątku, chociaż tego rodzaju realistyczne analizy bywają przedstawiane przez zupełnie różnych przedstawicieli spektrum politycznego, od John Birch Society (amerykańskie konserwatywne stowarzyszenie antykomunistyczne – przyp. tłum.) po Partię Komunistyczną. Najpowszechniejsze stało się określenie „teoretyk spiskowy”, które nie jest używane jako samookreślenie, ale prawie zawsze przez krytyków jako złośliwy epitet.
Nic dziwnego, że te realistyczne analizy „spisków” pochodzą od różnych „radykałów” spoza establishmentu. Niezakłócone funkcjonowanie aparatu państwowego wymaga bowiem, aby społeczeństwo było przekonane o jego legitymizacji, dobrodziejstwie, a nawet świętości. Ta ostatnia zaś wymaga, aby przedstawiać polityków i biurokratów zawsze jako bezcielesne dobre duchy, którzy w pełni oddani są „dobru publicznemu”. Wystarczy raz zakwestionować ten pogląd i pokazać, że „dobre duchy” często aż nazbyt twardo stąpają po ziemi, realizując przy pomocy aparatu państwowego swoje ciemne interesy, a wówczas cała mistyczna aura stworzona wokół rządu ulatnia się jak kamfora.

środa, 11 listopada 2015

Katarzyna Guczalska - Koncepcja własności absolutnej Murray'a Rothbarda w kontekście pomocy i ubóstwa

1. WSTĘP 

W poniższym tekście odnoszę się do refleksji Murraya Newtona Rothbarda, który w XX wieku, a może i całej historii dał: „najbardziej wyrafinowaną obronę indywidualistycznego anarchizmu(1). W perspektywie zagadnień dla Rothbarda kluczowych (własność, negacja państwa), odnoszę się do bardziej szczegółowych kwestii, które modyfikują interpretację zagadnień pierwszoplanowych i uwidoczniają ich etyczny wymiar. Omówienie praw własności oraz uznanie państwa za instytucję przestępczą pozwala mi wyjaśnić, jakie są główne przyczyny ubóstwa oraz w jaki sposób należy organizować pomoc potrzebującym.

2. ABSOLUTNE PRAWO WŁASNOŚCI

Rothbard włącza swój sposób rozumienia i uprawomocnienia prawa własności w tradycję prawa naturalnego. W tym aspekcie jest on kontynuatorem doktryn rozwijanych głównie przez Arystotelesa i Tomasza z Akwinu(2). Filozofowi chodzi o akceptację minimalnego zbioru praw naturalnych, „zakorzenionych w naturze człowieka i rzeczywistości”. Podstawowy zestaw praw, który człowiek zawsze posiada i którego nigdy nie traci to:
1. Prawo samoposiadania(3). Prawo to oznacza, że człowiek ma absolutne prawo do dysponowania swoim ciałem i rozporządzania swoim życiem.
2. Zasada pierwotnego zawłaszczenia. Prawo to oznacza, że człowiek ma absolutne prawo do sprawiedliwie zawłaszczonych rzeczy.
3. Aksjomat nieagresji. Prawo to oznacza, że człowiek posiada niezbywalne prawo do bycia chronionym przed agresją.
Prawa naturalne wynikają z racjonalnej natury człowieka i są prawami uniwersalnymi:
„Prawo” do samoposiadania, prawo do ochrony swojego życia i własności są prawami, które w sposób oczywisty spełniają te kryteria [posiada się je i zawsze zachowuje – K.G.]. W jednakowym stopniu przysługują neandertalczykowi z jaskini, współczesnemu mieszkańcowi Kalkuty i obywatelowi dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Tak rozumiane prawa nie zależą od miejsca i czasu (Rothbard 2004: 177).

Rothbard przykłada wielkie znaczenie do tego, by fenomen, który nazywa „prawem”, nie zmienił się w swoje zaprzeczenie, tzn. w bezprawie. Dlatego nie akceptuje on sytuacji, w której prawo danego człowieka pociąga za sobą obowiązek zaspokojenia tego prawa przez innego człowieka. Dana jednostka (bądź grupa ludzi) nie może zmuszać innej jednostki (bądź grupy ludzi) do tego, by jej „prawa” były spełniane. Rothbard nie godzi się na możliwość odebrania właścicielowi własności, wbrew jego woli, w imię „praw”, to znaczy, nie godzi się na wyzysk jednych ludzi przez drugich. Jeśli godzimy się, na przykład, na to, że osoby występujące w imieniu państwa, mają prawo pozbawiać jednostkę jej własności (na przykład w formie przymusowego opodatkowania), oznacza to, że – w majestacie „prawa” – godzimy się na agresywne zachowania i użycie siły w stosunkach międzyludzkich(4).
[…] „prawo do pracy” albo do „trzech posiłków dziennie”, albo do „dwunastu lat nauki” nie może być w ten sposób [niezależny od miejsca i czasu – K.G.] zagwarantowane. Zauważmy, że w czasach, kiedy żył neandertalczyk, albo w dzisiejszej Kalkucie te rzeczy nie mogą istnieć. Gdy mówimy o prawie do czegoś, co jest możliwe do zapewnienia tylko w warunkach nowoczesnej cywilizacji przemysłowej, to nie mówimy w ogóle o prawie naturalnym. Ponadto, libertariańskie pojęcie „prawa” do samoposiadania nie pociąga za sobą konieczności zmuszania jednej grupy ludzi do tego, by zapewniła to „prawo” innej grupie. Każdy korzysta z prawa do samoposiadania, bez konieczności wywierania nacisku na inne osoby. Tymczasem „prawo” do nauki może być zapewnione tylko wtedy, gdy zmusi się jednych ludzi do zapewnienia go innym. Tak więc „prawo” do nauki, do pracy, do trzech posiłków dziennie itd. nie jest zakorzenione w naturze człowieka, lecz dla swojej realizacji wymaga istnienia grupy ludzi wyzyskiwanych, którzy są zmuszani do zapewnienia tego „prawa” innym (Rothbard 2004: 177).

wtorek, 10 listopada 2015

Adam Duda - Murray Rothbard „Co rząd zrobił z naszym pieniądzem”, czyli PKB, inflacja i inne kłamstwa

Dziś się tyle dzieje, że aż się nie wiem na czym się skupić. Oficjalne bankructwo Lehmana, ukryte bankructwo Merril Lynch poprzez wchłoniecie przez Bank of America (swoją droga, być może to kolejny bankrut), AIG zaczyna się wychylać z szafy i Washington Mutual nie może znaleźć źródła finansowania. Dużo, dużo się dzieje. Oglądam sobie trochę cnbc i cnn i aż głowa boli jak czerwone krawaty nie wiedza o co chodzi… wiją się w systemie, który sami stworzyli. A mogli posłuchać Petera Schiffa, który 2 lata temu tłumaczył im jak krowie na rowie w ten sposób:
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=6G3Qefbt0n4
wykład składa się z 8 części. (dzięki doxa za ten link)
Ci, co na końcu się z niego śmiali, dziś sprzątają swoje biurka. Czekamy na Citi Group i GM.
Ale to nie oni będą płacić, lecz nasze fundusze emerytalne.
W tym całym zamieszaniu warto zachować zimną głowę i zastanowić nad fundamentami, także dziś kontynuacja myśli o prawie własności a pieniądzu.
Czy na wolnym rynku, uczciwym jest pieniądz narzucony przez państwo?
Na uczelniach ekonomicznych tłucze się studentom do głowy modele konkurencji doskonałej, oligopolu, IS-LM, M*V=P*Q i przesuwa rozmaite wykresy, a nie wykłada się podstawowej rzeczy. Historii pieniądza i jego natury. I nie odpowiada na pytanie dlaczego dzisiejszy „pieniądz” jest usankcjonowany wbrew naturze pieniądza wybranego przez rynek. Co więcej w podręcznikach nie wskazuje się w ogóle, że jest jakaś różnica.
Przedstawiam książkę Murray’a Rothbard’a „Co rząd zrobił z naszym pieniądzem”.
Jest ona moim zdaniem punktem wyjścia do rozważań o pieniądzu i ekonomii jako takiej i powinna być czytana już na pierwszych zajęciach. I nie na uczelniach ekonomicznych ale w gimnazjach.
Jest napisana bardzo prostym językiem i nawet laik jest w stanie zrozumieć żelazną logikę profesora.
Bez przeczytania chociaż tego pierwszego rozdziału, trudno będzie zrozumieć kryzys, który dziś nabiera tempa i być może w ostateczności wyzwoli nas z monetarnego matrix’a.
Próbka tekstu poniżej.