I
Próbując naszkicować, jak mogłaby funkcjonować pomyślnie „społeczność bez państwa ” – tj. społeczność anarchistyczna – chciałbym najpierw odeprzeć dwie powszechne, acz błędne krytyki tego podejścia. Pierwszą z nich jest zarzut, że zakładając utrzymywanie takich obronnych lub ochronnych usług, jak sądy, policja, czy nawet samo prawo, przemycam po prostu do społeczności państwo w innej formie i, że dlatego system, który zarówno analizuję jak i bronię, nie jest „naprawdę” anarchizmem. Ten rodzaj krytyki może tylko wplątać nas w niekończące się i jałowe spory językowe. Niech więc powiem z początku, jak definiuję państwo – jako instytucję, która posiada jedną lub obie (prawie zawsze obie) z następujących własności:
1) zdobywa swój dochód przez fizyczny przymus znany jako „podatek”;
2) zapewnia i zazwyczaj przymusowo monopolizuje zaopatrzenie w usługi obronne (policje i sądy) na ustalonym terytorium.
Instytucja nie posiadająca żadnej z tych dwu własności nie jest i nie może być, zgodnie z moją definicją, państwem. Z drugiej strony, definiuję społeczność anarchistyczną jako społeczność, w której nie ma żadnej legalnej możliwości przymusowej agresji przeciwko osobie lub majątkowi jakiejś jednostki. Anarchiści przeciwstawiają się państwu, ponieważ jego istota tkwi właśnie w takiej agresji, np. konfiskowaniu prywatnego majątku w drodze podatków, przymusowym wykluczaniu innych dostarczycieli usług obronnych na swym terytorium, oraz wszystkich innych grabieżach i przymusach, które są budowane na tych bliźniaczych ogniskach zamachów na prawa jednostki. (…)
Drugą krytyką, jaką chciałbym odeprzeć przed rozpoczęciem głównej części artykułu, jest powszechny zarzut, iż anarchiści „zakładają, że wszyscy ludzie są dobrzy”, i że bez państwa nie będą popełniane żadne przestępstwa. Mówiąc w skrócie – że anarchizm zakłada, iż z obaleniem państwa wyłoni się Nowy Anarchistyczny Człowiek, współdziałający, ludzki i życzliwy, tak, że żaden problem przestępczości nie będzie już plagą społeczności. Przyznaję, że nie rozumiem podstaw tego zarzutu. Cokolwiek twierdzą inne szkoły anarchizmu – i nie wierzę, że one są otwarte na ten zarzut – ja na pewno nie podzielam tego poglądu. Zakładam jedynie na podstawie wielu obserwacji, że ludzkość jest mieszanką dobrych i złych – z tendencjami do współdziałania i tendencjami przestępczymi. (…)
Dalej: w głębokim sensie, żaden system społeczny, anarchistyczny czy państwowy, nie może działać w ogóle, o ile większość ludzi nie jest „dobra” w znaczeniu, że nie są oni wszyscy zdeterminowani w napadaniu i rabowaniu swoich sąsiadów. Jeżeli każdy będzie tak usposobiony, żadna ilość ochrony, czy to państwowej czy to prywatnej nie zdoła zapobiec chaosowi. Ponadto, im więcej ludzi jest usposobionych pokojowo i nie dokonuje agresji na swoich sąsiadów, tym bardziej udanie będzie działać jakikolwiek system społeczny i tym mniejsze środki będą oddane na ochronę policyjną. Anarchistyczny pogląd utrzymuje, że przy danej „naturze człowieka”, przy danym stopniu dobroci i złości w jakimś danym momencie, anarchizm będzie maksymalizował sposobności dla dobra i minimalizował kanały dla zła. Reszta zależy od wartości stosowanych przez indywidualnych członków społeczności. (…)
Anarchista jest zazwyczaj w niekorzystnej sytuacji, próbując przewidzieć formę przyszłego anarchistycznego społeczeństwa. Jest tak dlatego, że niemożliwym jest przewidzieć dobrowolne porozumienia społeczne na wolnym rynku, wliczając w to zaopatrzenie w dobra i usługi. (…) Anarchizm opowiada się za rozkładem państwa w porozumieniach społecznych i rynkowych, a te porozumienia są daleko bardziej elastyczne i trudniej przewidywalne niż instytucje polityczne. Co najwyżej możemy zrobić, to zaoferować wyraźne nici przewodnie i perspektywy co do formy projektowanej anarchistycznej społeczności. (…)